Nadwaga! Czy to słowo coś Ci mówi?
Otyłość atakuje! Zagraża nam inwazja grubasów! Niestety nie są to tytuły kolejnych hollywoodzkich super-produkcji filmowych, ale naukowo stwierdzone i udowodnione fakty. Nie jest to wszak żadna sensacja, napisano o tym już setki tysięcy rozmaitych prac, artykułów i książek. Ale jedno jest pewne: jest o czym pisać, gdyż dane są zatrważające.
Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), szacuje się, że na całym świecie już ponad miliard ludzi cierpi na nadwagę, a około 300 mln osób jest otyłych. Ponadto ocenia się, że tylko w Europie na nadwagę cierpi polowa dorosłych oraz 22 mln dzieci! Łatwo zauważyć, że sytuacja w Europie staje się niestety podobna do tej w USA. Zaiste, jest się czego obawiać!
Ale dlaczego w ogóle taka sytuacja ma miejsce? Przecież we współczesnej kulturze dominuje ponad wszystko obraz wysportowanych i zgrabnych osób, którzy praktycznie nic nie robią, tylko zbijają kolejne kalorie, podczas nieutannych aktywnych czynności. Zdaje się, że dawno już przeminął pogląd, iż bycie grubym świadczy o wysokim statusie majątkowym. Odpowiedzi na to poniekąd trudne i złożone pytanie dostarczają nam miliony publikacji. Nie zamierzam tworzyć tutaj kolejnej, ale w skrócie skrótów przyczynami są siedzący tryb życia, brak aktywności fizycznej, złe odżywianie (głównie fatalnie wysoka kaloryczność diety – fast-food!), stres itp, itd… W Ameryce zaskutkowało to już druzgocącym efektem, a w Europie i reszcie świata też zaczyna zbierać swoje żniwo…
Wiadomo przecież, że sto razy łatwiej jest zgrubnąć, niż się później odchudzić. Zresztą cały proces odchudzania stał się kolejnym olbrzymie dochodowym biznesem – wszystkie kuracje, specyfiki i leki, fitness cluby itp generują miliardowe dochody dzięki odchudzającym się i napędzają gospodarkę. Według mnie natomiast, do odchudzenia potrzebne są tak naprawdę trzy rzeczy: silna wola, silna wola i jeszcze raz silna wola! To jest najważniejsza i kluczowa rzecz. Dopiero ją mogą wspierać fachowe diety oraz fitness cluby. Nie należy też oczywiście popadać w paranoję i patrzeć co chwila w tabele kalorii, czy przypadkiem przez konsumowaną przez nas np. bułkę, BMI nam nie skoczy o kilka jednostek.
Trzeba oczywiście pamiętać, aby nie popadać ze skrajności w skrajność, czyli np. w anoreksję, która może być jeszcze groźniejsza niż otyłość.
Sadzonkus
Podobne teksty: