domki Bieszczady

This entry was posted by on sobota, 21 Listopad, 2009 at

Cała historia wydarzyła się późną jesienią w Bieszczadach. Był zimny deszczowy dzień, dni stawały się coraz krótsze, a Słońce zachodziło o coraz wcześniejszej porze za widnokrąg.
Razem z moim przyjacielem wracaliśmy zielonym szlakiem z Połonin. Wokół nas szarzało. Przemoczeni do suchej nitki, zmarznięci i mokrzy w głębi duszy marzyliśmy o ciepłym miejscu przy kominku w którymś z „Bieszczady domki„, oraz kubku gorącej herbaty z miodem i sokiem malinowym. Byliśmy tak zmęczeni, że nie zauważyliśmy, kiedy zapadł zmrok. Po krótkiej chwili marszu w tej nieprzebranej ciemności zdaliśmy sobie sprawę, że zabłądziliśmy. Co prawda nie wpadliśmy od razu w panikę, ale zaczęliśmy się modlić abyśmy odnaleźli szlak, i co gorsza nie spotkali tego, który tu rządzi czyli bieszczadzkiego niedźwiedzia. Wytężaliśmy wzrok w poszukiwaniu choćby promienia światła, do którego moglibyśmy podążyć. Na nasze szczęście dojrzałem taki punk, którego promienie przebijały się przez krzaki. Ostatkiem sił przedarliśmy się przez nie. Wyszliśmy na skraj lasu. Oczom naszym ukazały się oświetlone, drewniane domki Bieszczady. Zapukaliśmy do drzwi domku gospodarzy. Ci nie tylko nas przyjęli na nocleg, ale także ugościli (jak przystało na tradycyjną bieszczadzką gościnność). Dostaliśmy kluczyk do jednej z tych chatek, które ukazały się nam po raz pierwszy. Gospodyni zaopatrzyła nas w sok z malin, a gospodarz przyniósł drewno na opał do kominka.

Podobne teksty:

  1. Agroturystyka w Bieszczadach

Leave a Reply